Marnotrawstwa karnych ciąg dalszy. Liga Mistrzów najlepszym przykładem

Od dobrych paru miesięcy na tapecie są rzuty karne. A konkretniej – niewykorzystywanie ich. Najpierw głośno było o nich podczas Euro 2016, później wszyscy mówili o Aguero, który na potęgę nie zamieniał ich na gole, ostatnio nie popisali się także zawodnicy grający w Bundeslidze. Liga Mistrzów jest jednak najlepszym przykładem marnotrawstwa „jedenastek”. 

Robert-Lewandowski-scores-five
Robert Lewandowski jest wyjątkiem od reguły. Karne wykonuje z zimną krwią i co ważne skutecznie.

Ktoś kiedyś powiedział słynne zdanie: „jedenastki” to loteria. Choć pewnie niektórzy z Was z tym stwierdzeniem się zgodzą, są także ci, którzy mają zupełnie inny pogląd na tę sprawę. Chociażby były piłkarz, a obecnie ekspert, Gary Lineker. Nikt mi nie wmówi, że rzuty karne to loteria. To jest test na odporność psychiczną – napisał dwa lata temu na Twitterze Anglik. No cóż – trudno się z nim nie zgodzić. Podobny pogląd ma także Diego Alves, golkiper Valencii, o którym nie tak dawno pisaliśmy w tym miejscu (KLIK). Bramkarz z patentem na karne ma swój przepis jak powstrzymać egzekutora. Wystarczy „wejść” w jego umysł. Ktoś z ogromną odpornością, o której wspomniał Lineker, łatwo nie „zdradzi” swoich zamiarów, czym nie ułatwi życia temu, który broni.  Taki piłkarz przechytrzy rywala, jeśli oczywiście nie stanie się jakaś katastrofa, np. niezaplanowane poślizgnięcie. Ważne, żeby uderzył również pewnie.

Przypomnijmy sobie chociaż słynny karny Simona Zazy w meczu z Niemcami podczas Euro 2016. Zamiast konkretów, piłkarz wykonał długi rozbieg, zrobił milion drobnych kroczków i… przestrzelił wysoko nad bramką strzeżoną przez Manuela Neuera. Przy wykonywaniu „jedenastek” zdecydowanie lepsza jest prostota i automatyzm. Karny składa się z czterech elementów: najpierw jest przygotowanie (ułożenie piłki itp.), później koncentracja (piłkarz patrzy na bramkarza, albo i nie), trzecia faza – to rozluźnienie (popatrzmy chociażby na Ronaldo, głęboki wdech), a na końcu następuje wykonanie.

Na papierze wydaje się to oczywiście proste. Nie raz przecież słyszeliśmy podczas oglądania np. konkursów rzutów karnych, że w momencie, kiedy piłkarz podchodzi na „jedenasty” metr piłka staje się o wiele cięższa, bramka jest malutka, a bramkarz o wiele większy niż wcześniej. Wtedy wszystko dzieje się w głowie piłkarza. Ma świadomość, że jeśli trafi, to pewnie za kilka lat nikt o tym nie będzie zbytnio pamiętał (no chyba, że zrobi to w sposób spektakularny – patrz przykład Panenki, albo przesądzi o końcowym triumfie), a jeśli nie wykorzysta będzie mu to wypominane do końca życia (vide: Szewczenko w finale Ligi Mistrzów z Liverpoolem). Tutaj działa psychologia, odporność. Jak widać ostatnio szwankuje to u piłkarzy.

Dla Griezmanna karne to przekleństwo. Tutaj nie wykorzystuje „jedenastki” w meczu z Realem Madryt w finale LM (żródło: Marca).

Podczas Euro 2016 nie wykorzystało karnych 13 piłkarzy, w ostatniej kolejce Bundesligi hurtowo zawodnicy chybiali z „jedenastu” metrów. Tegoroczna edycja Ligi Mistrzów także obfituje w brak skuteczności – aż 10 na 18 zawodników pomyliło się w tym ważnym momencie. Wśród nich są wielcy, jak Neymar, Antoine Griezmann czy Alexandre Lacazette, ale i mniej znani ze słabszych klubów. Każdy z nich przegrał wojnę nerwów. Wspomniany przeze mnie gracz Atletico przegrywa nad wyraz często. Podobnie gwiazdor Barcelony, który wczoraj po raz kolejny zamiast konkretnie uderzyć, „drobił jak gejsza”. Skończyło się to prostym strzałem dla Caballero. Liga Mistrzów w ogóle jest pod tym względem ewenementem – skuteczność wynosi 44%, dla najlepszych lig średnia wynosi ok. 70%. W zeszłym sezonie było jeszcze gorzej niż w tym. Z 24 podyktowanych padło zaledwie 9 goli (37,5%).

Na szczęście są wyjątki od reguły. Problemu z karnymi nie mają nasi gracze, Robert Lewandowski i Arkadiusz Milik, a także zawodnik polskiej drużyny – Miroslav Radović. Nawiasem mówiąc – Serb zakończył wspaniałą passę Keylora Navasa, który był przez 562 minuty niepokonany na Santiago Bernabeu w Lidze Mistrzów. Już samo to powoduje, że Radović i jego karny przejdą do historii LM.

Karne to gra psychologiczna, a nie loteria, jak niektórym mogłoby się wydawać. Nie ma obronionych karnych, są tylko źle wykonywane – wystarczy przypomnieć tę słynną maksymę. Próba charakteru piłkarza, który musi wykonać swoje zadanie. Jeśli mu się nie powiedzie będzie mu to wypominane do końca życia, stanie się kozłem ofiarnym. Jeśli jednak mu się powiedzie to są 2 opcje: przejdzie do historii lub… szybko o tym wyczynie kibice zapomną. Taki już los wykonawców „jedenastek”.

forbet728x90

Odbierz darmowe 20 zł w nowym polskim bukmacherze forBET. Graj za darmo!

Takie promocje dla Polaków nie zdarzają się często. Żeby odebrać bonus wystarczy założyć konto >>> Z TEGO LINKU

Więcej informacji na temat nowego bukmachera. 

Komentarze

komentarzy