#7 Mecz o Życie – Choroba

Postanowiliśmy ruszyć z nowym cyklem z gatunku football fiction. Dość nietypowym, ponieważ czegoś takiego jeszcze nie było w polskich mediach sportowych. „Mecz o Życie”, bo tak nazywa się ta seria jest kryminałem, w którym głównymi bohaterami są osoby ze świata futbolu. By nie było jednak zbyt nudno, występują pod fikcyjnymi nazwiskami. Tym samym będziecie mieli dodatkową zabawę, by odgadnąć kim jest detektyw Sierniak, Janusz myśliwy, czy wiele innych postaci. Kolejne odcinki będziemy publikować, co jakiś czas. Intensywność zależy od tego, jak wam się spodoba ten pomysł… Zapraszamy do lektury siódmego rozdziału. 

Jeśli nie czytałeś pięciu pierwszych rozdziałów „Meczu o Życie”, nie zaczynaj czwartego, ponieważ niewiele zrozumiesz. Zaległości można nadrobić tutaj:

1. rozdział – Wisielcy KLIK

2. rozdział – Nadzieja KLIK

3. rozdział – Złotówa KLIK

4. rozdział – Kraków KLIK

5. rozdział – Prywatne śledztwo KLIK

6. rozdział – Wolność KLIK

– Na dole znajduje się również ściągawka, w której szybko sprawdzicie imiona i nazwiska głównych bohaterów.

7. rozdział – Choroba

Po rozmowie ze Złotówą pojechaliśmy do hotelu, który prowadził znajomy Kostrzewskiego z liceum. Wzięliśmy szybki prysznic i zeszliśmy na dół na obiad. Hotel był skromny, ale jedzenie pierwsza klasa. Prawdziwa polska kuchnia, smakowało jak u babci. Gdy zjedliśmy podano nam kawę i ciasto z jagodami. Dosiadł się do nas wówczas właściciel hotelu, znajomy Andrzeja. Rozmawialiśmy głównie o futbolu, trochę o naszej pracy, a także o wędkowaniu. Gdy chłopaki zaczęli wspominać stare czasy licealne, przeprosiłem ich i powiedziałem, że muszę się zdrzemnąć godzinkę przed wieczornym spotkaniem ze Złotówą. Szczerze mówiąc nie byłem aż tak zmęczony, by musieć iść spać, ale wiedziałem, że Andrzejowi przyda się godzinka spokoju. Bardzo się polubiliśmy, ale czasami nawet mąż z żoną potrzebują odpocząć od siebie, a my w ostatnim czasie spędzaliśmy ze sobą niemal każdą chwilę.

Położyłem się na niewielkim łóżku, które dla mnie było idealne, ale gdyby położył się na nim ktoś mierzący około 190 centymetrów, tak kolorowo by już nie było. Myślałem o spotkaniu ze Złotówą, aż zasnąłem jak małe dziecko. Najwidoczniej źle oceniłem chwilę wcześniej mój poziom zmęczenia.

Obudziłem się w okolicach godziny 19:00, zerknąłem na telefon i widziałem dwa nieodebrane połączenia z nieznajomego numeru. Od razu oddzwoniłem i tak jak się domyślałem był to Złotówa. Umówiliśmy się na godzinę 21:00 w Senses na Bielańskiej. Co prawda mieliśmy jeszcze dwie godziny zapasu, ale byłem zdziwiony, że Andrzej nie przyszedł mnie wcześniej obudzić. W jego pokoju również go nie było. Nie żebym był jeszcze zaniepokojony tym faktem, ale gdy zszedłem na dół i zobaczyłem, że nie ma go w hotelowej restauracji, lekko się zmartwiłem.

Na szczęście wszystko szybko się wyjaśniło, Andrzej udał się ze swoim kumplem do jego domu, który mieścił się tuż za hotelem. Ruszyłem w tamtą stronę wolnym krokiem i po drodze zapaliłem papierosa, ponieważ niestety wróciłem do nałogu. Zapukałem do drzwi otworzył mi kolega Kostrzewskiego, Bartek, który był dość mocno wstawiony. Andrzej nie wyglądał lepiej, co nawet mnie rozbawiło. Zawsze punktualny, przejęty drobnostkami, a tutaj na dwie godziny przed ważną rozmową w sprawie siedzi przy dwóch pustych flaszkach wódki. Na dodatek niespecjalnie się tym przejmował. Usiadłem z nimi na chwilę, ale alkoholu odmówiłem. Andrzej wręcz przeciwnie, ale trzeba mu oddać, że w porównaniu z Bartkiem wyglądał na trzeźwego. Gdy jednak powiedział, że celowo się napił, lekko mnie zaskoczył: – Wiesz co, tak naprawdę sytuacja nie wymknęła mi się spod kontroli, napiłem się, ponieważ wiedziałem, że na spotkanie ze Złotówą i tak nie pojadę. Choć faktycznie mogłem cię przypilnować, bo chyba zaspałeś?

Spokojnie, spotkanie mamy na 21:00, przed chwilą rozmawiałem ze Złotówą. Czemu jednak nie jedziesz ze mną? – odparłem z ciekawością.

Jak rozmawialiśmy pod więzieniem dało się wyczuć, że nie przepada za mną. I nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ tak naprawę przeze mnie trafił za kraty. Długi historia, pogadamy o tym innym razem. Na szczęście ciebie darzy sympatią i kto wie… Może akurat powie coś ciekawego. Choć do końca też wiele nie obiecuj sobie po tym spotkaniu. Bądź ostrożny, gdyż całkiem możliwe, że Złotówa może liczyć, że to on od nas wyciągnie jakieś informacje. Komu jak komu, ale jemu sprytu nie można odmówić – powiedział poważnym głosem Kostrzewski.

Przyjąłem to do wiadomości i nawet nie namawiałem go, żeby ze mną jechał, ponieważ po pierwsze był już wstawiony, a po drugie zgadzałem się z nim. Pożegnałem się z chłopakami i ruszyłem w stronę hotelu. Wypiłem  szybką kawę w hotelowej knajpce i zamówiłem taksówkę. W Senses byłem kwadrans przed czasem, ale Złotówa już na mnie czekał. W swoim stylu zwrócił się do kelnera, że teraz już może przynieść karty, ponieważ przyszedł bohater narodowy. Zamówiliśmy prawie wszystkie przystawki z menu oprócz marynowanych boczniaków i na wyraźną prośbę Złotówy najlepsze białe wino.

Nie żebym narzekał Andrzeju, ale czemu nie pojawił się twój imiennik? – rozpoczął spokojnym głosem Złotówa.

Szczerze? Niespecjalnie za panem przepada.

I vice versa. Mam tylko jedną prośbę, Witold jestem, proszę nie panujmy sobie, zgoda?

– Nie ma problemu. Na wstępie chciałbym jednak zaznaczyć, że nie przyjechałem tutaj na przyjacielską pogawędkę o futbolu i anegdotach z szatni.

Niestety mam tego świadomość. Naprawdę żałuję jednak, że nie poznaliśmy się w innych okolicznościach. 

Życie – odparłem bez emocji.

Możesz być jednak nieco rozczarowany, ponieważ niewiele wiem o sprawie związanej z leśniczówką, pewnie znacznie mniej od ciebie.

Sprawdźmy, opowiedz co wiesz…

– Znaleźliście w chatce ciała Cichockiego, Korzucha, Mostowiaka i młodych Mielcarów. Początkowo wyglądało to na masowe samobójstwo, ale z sekcji wyszło, że ktoś im pomógł. Tyle. 

– Jakoś ci nie wierzę. 

– Przykro mi, uwierz, że chciałbym wiedzieć więcej i nawet wam pomóc, by zrobić na koniec życia dobry uczynek. 

– Umierasz? – zapytałem bez przejęcia w głosie.

– Mam nowotwór płuc z przerzutami. Zostało mi pół albo rok życia. 

– Stąd decyzja o zwolnieniu warunkowym? 

Dokładnie. 

– Naprawdę chciałbyś nam pomóc?

– Jeśli tylko byłbym w stanie, to bardzo chętnie. 

– Dlaczego twoim prawnikiem jest kuzyn starego Mielcara?

Leon mi go polecił.

– Co ty mówisz? Przecież jak zaginęli jego synowie, to właśnie ciebie podejrzewał o ich uprowadzenie.

– Stare czasy. Pogodziliśmy się już kilka lat temu, Leon był jedną z dwóch osób, która odwiedzała mnie w więzieniu.

– Myślę, że będziesz mógł nam pomóc, tylko musimy się spotkać w trójkę z Kostrzewskim. Pojechałbyś z nami do Krakowa? 

– Jak tylko spotkam się z córką, mogę jechać z wami nawet do piekła, zawsze to raźniej. 

Ciąg dalszy nastąpi…

Autor wzorował się na powieściach Tess Gerritsen i Simona Becketta.

***

Kto jest kim?

Słynna Piątka Zaginionych 

– Adam Cichocki (pseudonim Cichy)

– Marek Korzuch

– Maciej Mostowiak

– Bogdan Zych

– Jacek Kapusta

Myśliwi, którzy znaleźli ciała w leśniczówce

– Janusz Okoń (trener)

– Jan Kopara

Detektyw

Andrzej Sierniak – Główny bohater. Były piłkarz, który został po zakończeniu kariery detektywem.

Naczelny Inspektor 

Andrzej Kostrzewski – Dowodzi akcją.

Pozostali

Ania – Żona Andrzeja Sierniaka

Leon Mielcar – Prawnik. Ojciec braci, których ciała znaleziono w leśniczówce.

Łukasz i Paweł Mielcarowie – Zaginieni bracia, których ciała znaleziono w leśniczówce.

Witold Biernacki (Złotówa) –  Były prezes Śląska Wrocław zamieszany w zaginięcie braci Mielcarów.

Adam Zielak – Prawnik Złotówy.